Forum CZARNA PERŁA Strona Główna
  FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Galerie   Rejestracja   Profil  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  Zaloguj 

Skarby a.d. 2010

Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu Forum CZARNA PERŁA Strona Główna -> Załoga
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat
Autor Wiadomość
Anajulia
Kapitan


Dołączył: 28 Gru 2005
Posty: 4438
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z Drogi
Płeć: piratka

PostWysłany: Wto 16:11, 28 Gru 2010 Temat postu: Skarby a.d. 2010

Kochani!

Nie wiem, o której dziś dotrę, więc póki co otwieram doroczny temat - kto nie pamięta, w czym rzecz, odsyłam do instrukcji zawartej tutaj:

http://www.blackpearl.fora.pl/zaloga,26/skarby-a-d-2008,868.html

Wyciągam znów z bakistów nasza skrzynię:

[link widoczny dla zalogowanych]

Życzę refleksyjnego wieczoru! Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sabinsien
Cieśla


Dołączył: 13 Lip 2009
Posty: 436
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z południa
Płeć: piratka

PostWysłany: Wto 18:35, 28 Gru 2010 Temat postu:

Moje pierwsze skarby Very Happy

Andrzej, facet który zmienił moje życie na lepsze i nauczył mnie bardzo wiele o życiu i pokazał, że mimo wielu niepowodzeń można się podnieść i dalej życ i być szczęśliwym Wink
Bullet for my Valentine-Kula dla mojej Ukochanej, czy jakoś tak. Przy ich muzyce, szczególnie przy utworze Hearts burst into fire mam świeczki w oczach, bo czuje to samo o czym śpiewają w tym utworze. Zespół odkryłam przypadkiem słuchając soundtracku z gry Need For Speed: Most Wanted.
Czas w tym roku strasznie przyspieszył. Dla mnie niepojęte jest ze skończyłam w tym roku szkołę i byłam w dwóch krajach.
Dom. Doceniłam jego wartość, gdy opuściłam go, najpierw na trzy miesiące w Holandii, następne dwa w Niemczech. Wiem, że w domu jest to co dla mnie ważne: rodzina, wspomnienia dzieciństwa, moje kociaki...
Emigracja. Sposób na życie. Jest ciekawie i można pozwiedzać świat przy okazji Very Happy
Fanarty Very Happy Coś co kocham oglądać i śmiać się z celnych uwag ich autorów Very Happy Szczególnie kocham te z PotC i LotR Very Happy Sama też próbuje coś tworzyć, ale o efektach lepiej nie wspominać Rolling Eyes
Gadulstwo moje czasami nie zna granic i niektórych ludzi naprawde zaczyna męczyć. Akurat w tym momencie kiedy sie rozkręcam bo kiedyś taka nie byłam...
Heilbronn.Miasto w którym zostawiłam dwa miesiące życia. Pierwszy raz w jednym miejscu spotkałam wielu tak ludzi z różnych zakątków świata: z Kanady,Iraku,Turcji,Rosji, Węgier, Bułgarii i Rumunii... Uwielbiam taką różnorodność Very Happy W pamięć zapadł mi taki młody chlopak z Iraku, który wyglądal i chodził jak zastraszone zwierze, poznałam go na socjalnym hotelu, który sąsiadował z naszym, robotniczym. Miał troche kłopotów, ale byli ludzie którzy chcieli mu pomóc i to było fajne Wink
Improwizacja. W tym roku była mi bardzo potrzebna, żeby uniknąć przypałów. To mi uświadomiło, że czasami mam naprawdę głupie i przewrotne szczęście.
Jamal i niezniszczalny Policeman. Pamiętne i troche bolesne czasy z gimnazjum/podstawówki. Niedawno odkryłam go na nowo...
Kablarstwo. Strasznie tego nie lubie, zwłaszcza u Polaków za granicą. 'Turas za Turasem pójdzie, Ruski za Ruskiem, a Polak Polaka jeszcze zgnębi' zapadło mi to w pamięć, bo spotkałam wielu takich ludzi, którzy kablowali, żeby innym dopiec i miec z tego zyski zamiast pomóc. Odczułam to na swojej skórze, gdy ktoś się tak moim kosztem pobawił.
Lajtfirma. Znam to słowo tylko ze słyszenia, nie wiem jak się pisze w oryginale. To jest takie biuro pośrednictwa pracy za granicą, prowadzone przez Polaków dla Polaków. I właśnie to mnie zmobilizowało żeby w przyszłym roku zacząć się uczyć, bo nie chce całe życie harować za 5 euro żeby karmić pierwsze lepsze ścierwa. Może ścierwo to ostre słowo ale dla pewnych dwóch pań z lajtfirmy w której byłam teraz to słowo jest jak najbardziej na miejscu.
Ł nic nie przychodzi mi na myśl na tą literę
Marzenia. Żyje marzeniami i ostatnio nawet kilka udało mi się spełnić. Ale przede mną są następne i chce je spełnić Very Happy
Metal&Muzyka. Metal na stałe zagościł u mnie w sercu dzięki pewnemu przyjacielowi i zawsze co jakis czas do niego wracam. A ten rok był szczególny bo odkryłam na poważnie piękno muzyki i piękno niemal każdego gatunku (chociaż troche mi jeszcze zostało do poznania).
Naiwność. To moja cecha, zaczyna mnie denerwować i powoli staram się to zmienić. Może w przyszłym roku się uda.
Olewatorstwo. Tym sposobem oszczędziłam sobie wielu nerwów i stresów. Czasami też dobry sposób na życie. Mi się szczególnie przydał on w pracy w NL, bo jak ktoś sie nie przejmował to dawano mu święty spokój Wink
Praca. W pracy źle, bez pracy jeszcze gorzej. Urodziłam się leniem, ale jak miesiąc do pracy nie chodze to już świruje bo najzwyczajniej na świecie mi sie nudzi, a ile też można siedziec przed komputerem? Poza tym w pracy poznałam wielu fajnych ludzi, których miło wspominam m.in Marcelinę, Renatę. Bardzo mi pomogły jak zaczynałam.
Radość z drobiazgów. Zamiast czekać na coś czego nigdy nie bede miec, ale dopiero bede miec. I lubie też dawać prezenty żeby tą radość zobaczyć.
Sylwia. Moje drugie przyszywane imie. Ludzie zamiast Sabina mówili mi właśnie Sylwia i zaczęłam już na to imie reagować i bylo nawet przedmiotem zakładu xD
Tradycja. Od Nowego Roku zrywam z tradycją bo zaczyna mnie ograniczać i denerwować coraz bardziej. A ja chce tylko spokojnego życia, no.
Ułatwianie sobie życia. Po co je sobie komplikować jak można łatwiej i prościej zamiast się męczyć. Lubie ulepszenia i ułatwienia, a nie lubie ludzi którzy lubia sobie utrudniać.
Wena twórcza. Stanowczo zaniedbana, jednak wydała w tym roku kilka owoców, ale na przyszły rok obiecuje o nią zadbać.
Yyyyy... nic nie przychodzi mi na myśl na tą literę...
Znajomi. W tym roku ich grupka bardzo się powiększyła i mam nadzieję z kilkoma z nich utrzymywac nadal kontakt mimo różnicy wieku i kilometrów.

Udało się Very Happy Skrzynię i linki dorzucę później Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora
snufkin
Czyściciel zęz


Dołączył: 25 Gru 2010
Posty: 17
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Szczecin
Płeć: piratka

PostWysłany: Wto 20:23, 28 Gru 2010 Temat postu:

Pierwszy raz biorę udział w czymś takim Smile

Ambicje, których nie zrealizowałam (będę chodzić na kółka, na konkursy, poprawię matematykę, będę piła mniej coli...)
Bałagan - coś sobie z nim nie radzę ostatnio D:
Chomik, czyli od lutego nowy "członek rodziny"
Doctor Who, czyli wreszcie zabrałam się za przeglądanie odcinków serialu, do którego już od dawna mnie ciągnęło Smile
Epiphone Les Paul Standart Plain Top VS, czyli moje (na razie niespełnione) marzenie powstałe gdzieś w lipcu
Facebook, na którego wyemigrowałam z naszej klaszej - warto było Cool
Guns N' Roses, czyli zespół odkryty w tym roku, który pokochałam, dzięki któremu zaczęłam słuchać innej muzyki niż kiedyś i który doprowadził mnie do intensywniejszego grania na gitarze. Rock ya
Hedahe z deviantarta, która jest artystką absurdu
Internet. Gdyby nie szkoła byłabym nołlajfem
Johnny Depp, czyli niezmiennie najwpanialszy facet świata Rolling Eyes
Komiksy internetowe, które ubóstwiam (KOPS, Duże Ilości Naraz Psów, Hell-Hotel, Chata Wuja Freda, ghafgdsa, Kokoart)
Lenistwo - w tym roku szczególnie się powiększyło i sama mam tego dosyć >.>
Muminki - powróciła do mnie faza z dzieciństwa, ale nie na kreskówki, tylko na cudne, mądre książki Tove Jansson.
Niedospanie, bo co z tego, że rano trzeba wstać o siódmej, jest dopiero pierwsza, jeszcze poćwiczę F-dur albo obejrzę odcinek "Futuramy"...
"Oj tam, oj tam" - czyli moja nowa cięta riposta na wszystko Very Happy
Paryż, czyli miasto moich marzeń, które w końcu w tym roku odwiedziłam! Piękne Smile
Rude włosy. z racji tego, że mój naturalny jasny blond i tak mi ciemnieje, czyli nie będzie już argumentu "masz takie piękne, jasne włosy", w tym roku rozmyślałam coraz częściej o kolorze rudym, który uwielbiam. Pamela Courson, Axl Rose... Rozmyślania trwają.
Soup.io, czyli również mój nowy nałóg.
Taksówki, na które wydałam w tym roku fortunę. Bo po co tłuc się tramwajem, rano jest tak zimno, a mundurek jest z gównianego materiału który nie grzeje...
Ułomy z KatGima, czyli moje niezrównane przyjaciółki <3
Wojciech Cejrowski, czyli człowiek, którego cudne książki towarzyszyły mi w tym roku na każdym wyjeździe.
"Yyyyyy!!!" czyli nie mów do mnie z rana
Za dużo. Za dużo pracy, za dużo do zrobienia, za dużo na głowie. Albo ewentualnie za mało. Za mało czasu, za mało odpoczynku, za mało snu Very Happy

Linki
Epiphone Les Paul Standard Plain Top VS: [link widoczny dla zalogowanych]
Hedahe z deviantarta: [link widoczny dla zalogowanych]
Moja "zupa": [link widoczny dla zalogowanych]

No i skrzynka:
[link widoczny dla zalogowanych]
edit: poprawiona skrzynia: [link widoczny dla zalogowanych]
Johnny'ego chyba wszyscy poznają, wieżę Eiffla (Paryż, Paryż <3 ) też, "Police Box" to statek kosmiczny Doctora Who Rolling Eyes , moje marzenie gitarowe widać a to ostatnie to przeboscy Guns N' Roses Very Happy


Chyba wszystko zgodnie z zasadami? Very Happy


Ostatnio zmieniony przez snufkin dnia Wto 22:09, 28 Gru 2010, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aletheia
Oficer


Dołączył: 11 Lut 2008
Posty: 4636
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: piratka

PostWysłany: Wto 21:51, 28 Gru 2010 Temat postu:

snufkin napisał:
Chyba wszystko zgodnie z zasadami? Very Happy

Właściwie tak, poza tym, że w Skrzyni nie zostało już miejsca dla innych. Laughing Nie szkodzi!

Ja znowu tym razem nie spiszę alfabetu, a powód widoczny jest choćby w [link widoczny dla zalogowanych].

Po lewej kot w pustym pokoju, czyli zabierzcie ode mnie ten remont, meblowanie i w ogóle. Nie no, właściwie to mnie to cieszy, a jeszcze bardziej mnie ucieszą rezultaty, tylko w połączeniu z całą resztą życia to jest trochę... no, ciągnie się. I czuję się jeszcze bardziej upchnięta po kątach niż zawsze.

Po prawej zamieszanie wewnątrzAletheiowe, czyli nie mam czasu nawet jak mam czas. Nie mogę się jakoś pozbierać, nie mogę się do niczego zabrać i ogólnie roztelepana jestem. Alfabetu nie zbiorę, bo jakoś ten rok zleciał nie wiedzieć kiedy i... nic nie zostawił? Musiał zostawić, oczywiście, tylko ja tego nie mogę zebrać, tak jak nie mogę zebrać myśli. Trochę mam już wszystkiego dość, jestem długodystansowo zmęczona - czekaniem i przeczekiwaniem, studiów, sama nie wiem czego jeszcze...

Na środku LJ av używany do ficów, czyli smerfuj się kto może, Alethei strzeliło do łebka bawić się pisaniem. Bazgraniem. Dręczeniem ludzkości i dopominaniem o komcie. Zabawa okazała sie fajna, a ludzkosć cierpliwa. Papier wszystko zniesie, klawiatura też...

No i więcej nic nie wymyśliłam, Laughing więc jeszcze tylko adres, zapraszam do Furry Lair: [link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Aletheia dnia Wto 21:55, 28 Gru 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aletheia
Oficer


Dołączył: 11 Lut 2008
Posty: 4636
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: piratka

PostWysłany: Pią 20:28, 31 Gru 2010 Temat postu:

No co, nikt już więcej nie dopisze? Very Happy

sabinsien napisał:
Naiwność. To moja cecha, zaczyna mnie denerwować i powoli staram się to zmienić. Może w przyszłym roku się uda.

W razie czego zawiadamiam, że mnie nie przeszło do tej pory.

sabinsien napisał:
Olewatorstwo. Tym sposobem oszczędziłam sobie wielu nerwów i stresów.

A to, mam wrażenie, właśnie zaczynam nabywać. Rolling Eyes Od jakiegoś czasu zwyczajnie skończyła mi się rezerwa nerwów na studiach. Nadal się przejmuję, ale raczej nie dołączę do tych, którzy sesję przeżywają na lekach nasercowych...

sabinsien napisał:
Sylwia. Moje drugie przyszywane imie. Ludzie zamiast Sabina mówili mi właśnie Sylwia i zaczęłam już na to imie reagować i bylo nawet przedmiotem zakładu xD

Też ładnie, ale po pierwsze jakiego zakładu...! Very Happy (jeśli można spytać), a po drugie, nie rozumiem, czemu Sylwia im leżała bardziej od Sabiny. Mnie się wydają tak samo trudne/łatwe dla obcokrajowca... czy o co jeszcze chodziło. Very Happy

sabinsien napisał:
Tradycja. Od Nowego Roku zrywam z tradycją bo zaczyna mnie ograniczać i denerwować coraz bardziej. A ja chce tylko spokojnego życia, no.

Brzmi intrygująco. Very Happy Ogólnie zawsze podoba mi się myślenie nie-stadne, ale czy będę niedyskretna, jeśli spytam o detale? Very Happy

snufkin napisał:
Epiphone Les Paul Standart Plain Top VS, czyli moje (na razie niespełnione) marzenie powstałe gdzieś w lipcu

To jest gitara, tak? I co z nią, chcesz mieć?

snufkin napisał:
Komiksy internetowe, które ubóstwiam (KOPS, Duże Ilości Naraz Psów, Hell-Hotel, Chata Wuja Freda, ghafgdsa, Kokoart)

Był gdzieś temat o komiksach... A, tu, w Hobby. Niesłusznie zdechły. A tak sobie właśnie nieraz myślałam, czyby forum nie miało czegoś do powiedzenia/polecenia w temacie, forum słyszy? Wink

snufkin napisał:
Taksówki, na które wydałam w tym roku fortunę. Bo po co tłuc się tramwajem, rano jest tak zimno, a mundurek jest z gównianego materiału który nie grzeje...

Szary naród używa jeszcze kurtek... Very Happy [rzekła przedstawicielka szarego narodu] Są szkoły bez szatni? Shocked Serio pytam, lubię szkolne opowieści dziwnej [współczesnej] treści...


Ostatnio zmieniony przez Aletheia dnia Pią 20:28, 31 Gru 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sabinsien
Cieśla


Dołączył: 13 Lip 2009
Posty: 436
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z południa
Płeć: piratka

PostWysłany: Pią 21:18, 31 Gru 2010 Temat postu:

Cytat:
Też ładnie, ale po pierwsze jakiego zakładu...! Very Happy (jeśli można spytać), a po drugie, nie rozumiem, czemu Sylwia im leżała bardziej od Sabiny. Mnie się wydają tak samo trudne/łatwe dla obcokrajowca... czy o co jeszcze chodziło. Very Happy

Właśnie Niemcy się nie mylili tylko robili drobną literówkę, bo albo mówili mi Sabrine albo Sabine.Niestety błąd mam też na karcie bankomatowej : Sabrina. Polacy się najczęściej mylili, czasami dochodziała nawet Sonia. I tak raz spotkałam jedną dziewczynę w pracy w gangu (korytarz między rzędami półek na logistyce) i pyta mnie czy mam Sylwia czy Sabina na imię. To mówie jej, że Sabina, a ona @#$%^& no i podjeżdza ta drugia i diabelsko sie cieszy bo wygrała zakład, bo tamta nie wierzyła ze mam Sabina na imie to sie założyły o prawde.
Ale szybko ich oduczyłam bo zaczynało mnie to denerwować. Takie poprawianie w stylu Jacka

Cytat:
Brzmi intrygująco. Very Happy Ogólnie zawsze podoba mi się myślenie nie-stadne, ale czy będę niedyskretna, jeśli spytam o detale?

no to troche wadzi w prywatność, ale powiem tak, że jak robie po swojemu a nie wg tradycji to najlepiej na tym wychodze i jestem z tego zadowolona Very Happy
Cytat:

A to, mam wrażenie, właśnie zaczynam nabywać. Rolling Eyes Od jakiegoś czasu zwyczajnie skończyła mi się rezerwa nerwów na studiach. Nadal się przejmuję, ale raczej nie dołączę do tych, którzy sesję przeżywają na lekach nasercowych...

Nauke trzeba szanować, a swoje nerwy tym bardziej Very Happy


Ostatnio zmieniony przez sabinsien dnia Pią 21:20, 31 Gru 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aletheia
Oficer


Dołączył: 11 Lut 2008
Posty: 4636
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: piratka

PostWysłany: Pią 21:41, 31 Gru 2010 Temat postu:

sabinsien napisał:
Ale szybko ich oduczyłam bo zaczynało mnie to denerwować.

Nie dziwię się. Confused (mówi ta, co potrafi gadać z kimś po raz enty, nie mając pojęcia kto on zacz...)

sabinsien napisał:
no to troche wadzi w prywatność, ale powiem tak, że jak robie po swojemu a nie wg tradycji to najlepiej na tym wychodze i jestem z tego zadowolona Very Happy

A, to pardon. No to ogólnie życzę niezmiennego zadowolenia i już uciekam i nie wadzę więcej. Very Happy [czmych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sabinsien
Cieśla


Dołączył: 13 Lip 2009
Posty: 436
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z południa
Płeć: piratka

PostWysłany: Pią 21:49, 31 Gru 2010 Temat postu:

Cytat:
A, to pardon. No to ogólnie życzę niezmiennego zadowolenia i już uciekam i nie wadzę więcej. Very Happy [czmych]

Znaczy sie [no gdzie mi tu czmychasz...] mogłabym o tym gadać i gadać, ale nie na forum, o to mi tylko chodziło.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
snufkin
Czyściciel zęz


Dołączył: 25 Gru 2010
Posty: 17
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Szczecin
Płeć: piratka

PostWysłany: Sob 18:55, 01 Sty 2011 Temat postu:

snufkin napisał:
Epiphone Les Paul Standart Plain Top VS, czyli moje (na razie niespełnione) marzenie powstałe gdzieś w lipcu

To jest gitara, tak? I co z nią, chcesz mieć?

[link widoczny dla zalogowanych]

nawet bardzo chcę ją mieć Wink kasę próbuję zbierać, ale coś mi nie idzie XD
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anajulia
Kapitan


Dołączył: 28 Gru 2005
Posty: 4438
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z Drogi
Płeć: piratka

PostWysłany: Nie 14:03, 02 Sty 2011 Temat postu:

Piszę od kilku dni i skończyłam dopiero teraz, bo z minionymi 365 dniami nie łatwo było się zmierzyć... Ależ to był rok... Zmęczył mnie śmiertelnie, a jednak przyniósł zmiany jak żaden inny, przyniósł spełnienie i setki nowych marzeń i możliwości, czyli tak, jak zawsze chciałam... Dobrze, że już się kończy. Niech następny będzie owocem, nagrodą. No kurczę, chyba już zasłużyłam...

Autostrada. Kilometry autostrad. Po raz pierwszy pokonywanych za kierownicą. Słoneczne światło łamiące się na fantastycznych bryłach krajobrazu Skandynawii. Zbyt szybkie eskapady drogą ekspresową do Szczecina. Epickie podróże do Łodzi i z powrotem... i do Łodzi. Naszukałam się autostrady do Łodzi. Czemu uparłam się znaleźć ją w okolicy Gorzowa? Trafiłam na przęsło w budowie i deszcz. Nadrobiłam ze 100 km, by się odnaleźć, a kot wył w kontenerze, umieszczony na tylnym siedzeniu wraz z resztą mojego dobytku, która nie zmieściła się do Volvo kuzyna. Gdy już wreszcie znalazłam wjazd na autostradę, gnałam 180 km na godzinę. "Aby być znowu w tobie, śmiać się i kląć..."

Breslau. Utknęłam tam w mrozie i śniegu na długie tygodnie. Zawieszenie w czasie, oczekiwanie. Breslau tuż przed Nowym Rokiem niewolące mnie, gdy dusza rwała się zupełnie gdzie indziej. Breslau 6-go stycznia i później, gdy moja planeta nagle wypadła ze swego układu słonecznego i podryfowała w ciemność. Jakieś kino, samochodowe wycieczki bez celu po apokaliptycznie zaśnieżonym centrum, jakieś łzy w Galerii na Grunwaldzkim, w mróz przebieganie bez płaszcza na kawę do Starbucks po drugiej stronie ulicy. Znajome, bezpieczne dłonie. Niebieskie, pachnące świeżością ściany. Rozmowy z Różą. I jeszcze Breslau w barwach jesieni, we dwoje, dramatyczne i pięknie zarazem. Zgubiłam się na znanych od lat ścieżkach. Było mi dziwnie. Nie wiem, czy dam radę jeszcze tam wrócić.

Córka. Nie-moja, choć moja tak bardzo... Własnej pewnie miała nie będę. Ale ta nie-moja by mi wystarczyła. Nie chcę innej. Spotkałam dziecko, które kocham od zawsze i które jest cudem w każdym calu. Nigdy nie zaznałam wobec żadnego dziecka takiego uczucia. Za tę małą oddałabym życie. A zatem to tak, jak bym miała córkę.

Dira Moja. Naj... przyjaciółka od 18 lat. Znów nam po drodze, jak dawno. Och, zawsze nam było, ale bywały wszak okresy, że mijałyśmy się w różnicach oczekiwań, przeżyć... Dziś jest jak 13-12 lat temu. Jedna dusza, jedno serce... Rekord świata, że tyle nas łączy! I bezcenne, że jest przy mnie w tym roku. Nie wiem, co poczęłabym bez jej obecności. Bez inspiracji, bez wsparcia. Trudno by mi było w krótkim akapicie podziękować za wszytko, a to co w tej chwili przychodzi mi na myśl, nie jest najważniejsze. A jednak dziękuję, że tamtej sierpniowej niedzieli śpiewała "Libetango" tylko dla nas...

E-a. Ze względu na ochronę danych osobowych i takie tam, pełnej, pięknej nazwy tej ulicy nie wymieniam. Dobrze było wrócić na nią po nastu latach i doznać jeszcze więcej wzruszeń niż przedtem. Mieć wspomnienia i te straszne, i te najpiękniejsze. Jakaś noc deszczowa na torach donikąd, kiedy zdawało się, że wszystko jest możliwe, szósta nad ranem gdy rozstać się było nie sposób, jakieś "zróbmy coś razem" gdy wiary zaczynało brakować i obrączka zgubiona w ognisku, która może kiedyś jeszcze się znajdzie...

Fifa. Wróżenie z meczów. Smsy o stanie bramek. Nieszczęsny Paul, niech mu ziemia lekką będzie, który się uparł, że mistrzostwa nie zdobędzie Holandia. Forlan cudny i ten mecz, który oglądałyśmy z Mel 1000 km od siebie. Późna wiosna...

Galeria Smaków czyli mój lokal odmieniony. Poszedł w obce ręce i nie wiem nawet, jak ostatecznie wygląda jego los, ale przez chwilę dobrze czułam się w nim jako gość. Noce z mojito przy barze. Rozstania, oczekiwanie, nadzieje. "Wielki odlot" i "To nie był sen" grane namiętnie przez nieźle wykręconego "barmana z Londynu". Dekadencko. I jeszcze ekspres do kawy, autostradą wieziony z Łodzi... Dziwnie się żegnać z czymś, czemu się oddało taki kawał życia, zostawiać obcym ludziom... Ostatni wieczór w Czarnej Perle, tej realnej. Rum i łzy. Szkoda...

HP. Długie godziny spędziłam w tym roku ze skanerem. Z ambicją przeniesienia do pdf wszystkiego, co w życiu napisałam. Dłuuugie godziny - a nie jestem chyba nawet w połowie. Dokończę w nowym roku.

I-a. I znów ta ochrona danych… co w tym przypadku ma dwa znaczenia bo właśnie ochroną danych się zajmuję. Od dwóch miesięcy moje miejsce pracy. Branża abstrakcyjna, ale bardzo fajny, młody zespół, miła atmosfera. Dobija mnie poranne wstawanie i poczucie, że to zmierza zupełnie donikąd, a jednak gdy już tam jestem, to banan nie schodzi mi z twarzy, bo trudno o weselszą instytucję.

Justyna. Z I-i. Objawienie. Pierwsza od dawna spotkana w realu osoba, z którą mam chęć się zaprzyjaźnić. Barwna, niezwykła, ciepła, mądra, bliska tak mojej wrażliwości i poczuciu humoru. Sporo mamy wspólnych przygód jak na tak krótki czas znajomości, z brakiem paliwa na jednym z najruchliwszych skrzyżowań miasta włącznie, a mróz był okropny. Śpiewamy razem raz w tygodniu po pracy, chór kameralny, taki kaprys. Myślę, że może być z tego więcej...

Kino to ja zaniedbałam w tym roku, zajęta mnóstwem innych Bardzo Ważnych Spraw. A jednak było ze mną, od "Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet" w Nowy Rok, po niedawne, ulubione "Lepiej być nie może", obejrzane tak, że lepiej być nie może... Zgromadziłam wreszcie 6 roczników "Filmu" i czytałam niemało. Widziałam najwięcej na początku roku, który jak zwykle poświęciłam filmom oscarowym. Wiele interesujących. Ale jeśli cokolwiek naprawdę wstrząsnęło mną w 2010, to zdecydowanie szwedzkie "Jak w niebie" z cudnym Michaelem Nyqvistem. Ileż łez...

Lullaby For a Lost. Muzyka z "BrzydUli" parę pierwszych miesięcy roku trzymała mnie przy życiu, a i kawał czasu zobrazowała, jeśli tak można mówić o dźwiękach. Pierwsze pół roku cała byłam tymi dźwiękami, różnymi, w zależności od nastroju. Ewidentne, ale jakże trafione "Znowu przyszło mi płakać" na 6 stycznia, "Sweet Rapture" by przetrwać do rana 7-go, "Angels Cry" na resztę styczniowej nostalgii, "Pleasure Zone" na zbyt piękne wspomnienia i "Table Dance" żeby się od nich uwolnić, "Life Is Just a Game" na lutowo-marcowe zdumienie obrotem spraw… Ale jeśli miałabym jednym zdaniem te pół roku określić, jedną melodią wydźwięczyć, to byłaby to kołysanka dla historii przegranej, utraconej. Najpiękniejszej. Najpiękniejsza…

Łódź. Że też na Ł zawsze jest Łódź. Pewnie zresztą po raz ostatni. Odwróciłam problem do góry nogami. Teraz tęsknić będę za morzem, utraconym rajem na kawałku pustej, tylko mojej plaży. Bo człowiek zawsze musi za czymś tęsknić. Zawsze jest dobrze tam, gdzie nas nie ma… Co ja mówię! Tu jest jednak najlepiej. Trudno jak diabli, ale wróciłam do centrum mojego wszechświata. Jestem tu każdym kamieniem, kolorem nieba… Moje miasto. Mój port.

Morze. Czuję się jakbym miała go już nigdy więcej nie zobaczyć. Jakby mi ktoś 8 sierpnia wyrwał cząstkę serca. Siedziałam z Zośką i butelką Don Kichota na kawałku pnia i jakże nieoczywisty był ten znany na pamięć widok, po raz ostatni. Na co mi to, pytałam przez łzy. Tak donikąd jechać, bez celu, kiedy tu żyję sobie jak pączek w maśle i nawet jeśli żadnego dalej nie będzie, to przecież źle mi nie jest. A jednak jest w horyzoncie coś, co wzywa do drogi, i przecież 5 lat wpatrywania się w ten abstrakcyjny punkt rozpaliło we mnie ową nieposkromioną potrzebę. Że też trzeba się było udać na południe, gdzie nie ma ani kropli wody, a na horyzoncie dym… Nie, nie żałuję. Myślę, że jeszcze wrócimy na morze…

Noc. Z 16 na 17 czerwca. Z 19 na 20 lipca. Z 9 na 10 sierpnia i ta następna. I wiele innych. Noce cudów, o jakich mi się nie śniło. Nie zapomnę ostatnich słów Tomka Beksińskiego, o tym, że warto było żyć dla pewnej nocy, tej samej zresztą, dla której i moje istnienie ma sens nieskończony. Bez pokory proszę o więcej.

Onsakervika. Kobieta pełna jest sprzeczności. Bo jak pojąć tęsknotę za domkiem nad fiordem w kontekście całej reszty? Ano, chcę niemożliwego. Chciałabym wrócić czasem do tamtego miejsca, tamtego stanu… Mój pierwszy dom, kto wie, może ostatni. To nic, że wynajęty, ale nie miałam dotąd domu. Z kominkiem, widokiem, zapachem sernika, małżeńskim łożem, kompletem talerzy pod kolor zasłonek, moim miejscem w narożniku sofy. Noce przy świecach i Sangrii, spędzone na kolejnej próbie napisania książki. Dni słoneczne czy mgliste, w upragnionej ciszy, tylko moje. Fantastyczne drzewo za kuchennym oknem i pośród łanów droga w dół nad wodę, gdzie rosły dziko krzaki malin. Tam to już na pewno nie wrócę. Chciałabym kiedyś jeszcze mieć dom…

PWSFTviT. Epizod, którego do CV wpisać nie można, bo przeszłam pomyślnie jedynie przez pierwszy etap rekrutacji, a jednak to punkt zwrotny w moim życiu. 26 czerwca obudziłam się z ideą, że jeśli ma się zmienić cokolwiek, to muszę zdawać na studia. Wymyśliłam sobie scenopisarstwo – bo łączy moje pasje, bo jest wciąż w Polsce niszową profesją, bo szkoła jest w Łodzi... Sam pomysł i skompletowanie dokumentów w cztery dni (taki wypadał termin ich złożenia) wystarczyły za milowy krok do zmian, bo przemieniło się coś we mnie nieodwracalnie. Nie udało się (i chyba dobrze – zły moment, brak czasu, brak finansów), ale cel osiągnęłam.

Renia. Mój jedyny w swoim rodzaju pojazd, od października w barwach flagi francuskiej Very Happy. Renia to oczywiście autostrady, ale też multum przedziwnych przygód i problemów. Bez niej nie udałaby się moja wielka ucieczka, nie byłoby eskapady na grzyby, ni błędnej jazdy po osłonecznionym mieście przy dźwiękach "Tego Tańca", gdy za dialog wystarczało spojrzenie. Ale że zdarza mi się jeździć naprawdę błędnie z tego nadmiaru wrażeń, trafiła się też niejedna szarża na różne obiekty, z których najdramatyczniej skończyła się ta na mercedesa hamującego na skrzyżowaniu... Miałam już sprzedać za bezcen moją wierną towarzyszkę, sądząc że inwestowanie w naprawę zupełnie się nie kalkuluje, ale w ostatniej chwili ogarnęła mnie taka złość, że wyremontowałam i teraz to prędzej przerobię ją na budę dla kota, niż byle handlarzynie oddam za paręset.

Saudades. Słowo-klucz minionego roku. A może i całego mojego życia. Tęsknota za czymś, czego nie ma, nie było i co wydarzyć się nie ma prawa. Przyszło do mnie wczesną wiosną jako trafna definicja istniejącego stanu rzeczy i wrosło w nas obie z Dirą tak mocno, że napisałyśmy piosenkę, a potem drugą… Powstała płyta. Był też ostatni weekend nad fiordem z "Burn It Blue"...

Śmierć. Wiele mnie śmierci dotknęło w tym roku. Tych literalnych i metaforycznych. Metaforycznych nie miałam chyba nigdy więcej. Literalne zaś odcisnęły się piętnem na moim życiu. Do sierpnia umierała Wiola – jedna z najlepszych istot, jakie znałam. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak strasznie cierpiała. Tym więcej mam dla niej podziwu i szacunku. Za uśmiech, z którym powtarzała "inni mają gorzej". Nigdy nie widziałam takiego tłumu ludzi na pogrzebie... Wcześniej zmarła moja babcia, co – wstyd przyznać – przyjęliśmy z pewną ulgą. Odżyła moja mama, o którą zamartwiałam się od lat. I zdarzył się cud. Myślę, że gdyby nie ten pogrzeb, przez który zostałam w Łodzi dłużej, i który stał się okazją do niespodziewanego w cieniu cmentarnych dębów spotkania, wszystko potoczyłoby się inaczej.

Telewizja. Osobliwy w mym życiu epizod, który zaczął się tragedią prezydenckiego Tupolewa. Chyba każdy Polak oglądał wówczas TVN24 czy TVP Info, z niedowierzaniem obserwując korowód trumien na ulicach Warszawy. A ja zawsze obserwuję też drugie dno i nagle zafascynowała mnie cała zakulisowa gra polityczna i socjologiczne tło tych wydarzeń. Przez długie tygodnie nie wyłączałam telewizora, chłonąć kolejne wiadomości i programy publicystyczne. Ale ostatecznie osiągnęłam taki poziom irytacji, że mi przeszło.

Urodziny. Pierwsze od 10 lat w Szafie, w gronie przyjaciół. Myślę, że Heraklit miał rację – nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki, a jednak było to dla mnie niezwykle miłe spotkanie, zwłaszcza, że po raz pierwszy byliśmy na takiej imprezie razem...

Wielki odlot. Nigdy nie rozumiałam tekstów Urszuli. Sama przyznała w którymś z wywiadów, że jest z tym kłopot. Ale zawsze lubiłam "Wielki odlot". Tego roku, kiedy planeta łez rozbiła się i nikt mnie nie uratował, a nie mogąc dłużej żyć rozdarta na pół, wyruszyłam pod inne niebo bez gwiazd, jego sens stał się dla mnie aż nadto oczywisty.

Z oknem na rzekę lub też na park... Konkretnie to park. Kiedy nuciłam tę piosenkę naście lat temu, nie wierzyłam, że jeszcze zdążymy tanio wynająć małą mansardę. A jednak mam okno, w którym godzinami słuchaliśmy "Taty Kazika" i "Amsterdamu", pijąc hektolitry Sophii...

Żyrafa. Trudne szczęście, za które nie raz jeszcze przyjdzie mi słono zapłacić, ale bezcenna jest pewność, że wreszcie zmierzam w najwłaściwszym kierunku. Ląd ostateczny, ultima thule. Nawet jeśli to sen, który zaraz się skończy. A może to nie był sen?...

[link widoczny dla zalogowanych]

Nie mogę się oprzeć ilości, dawno nie miałam tylu dźwięków...

[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Anajulia dnia Nie 17:59, 02 Sty 2011, w całości zmieniany 10 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aletheia
Oficer


Dołączył: 11 Lut 2008
Posty: 4636
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: piratka

PostWysłany: Nie 15:40, 02 Sty 2011 Temat postu:

Pewien brak bardzo świecił w tym temacie. Wink Jak dobrze, że już załatany.

Czasem mnie zadziwia wręcz filmowa intensywność Twojego życia... Może też kiedyś znowu będę w stanie spisać kolejny alfabet, bo tak właściwie to na tym polega - nie tyle na "mieć co spisywać", co "być w stanie spisać", czyż nie?

Anajulia napisał:
nagle zafascynowała mnie cała zakulisowa gra polityczna i socjologiczne tło tych wydarzeń

Pies trącał gry polityczne, jeśli mam mówić za siebie, ale socjologia - tak. Może nie nagle i nie konkretnie od tego razu, ale i ja jestem zafascynowana widokiem tego (w sensie - takich rzeczy, zdarzeń, nastrojów) "z boku". Chcąc nie chcąc, nie tyle w moim przypadku chłonąc, co w końcu uciekając. Nie wiem co u mnie w końcu przeważa, irytacja...? Nie bez przerażenia i mdłości.

("buda dla kota" )
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marta
Oficer


Dołączył: 28 Lis 2007
Posty: 2975
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z własnego świata w D.G.
Płeć: piratka

PostWysłany: Nie 21:00, 02 Sty 2011 Temat postu:

Tempo życia wyznacza mi kalendarz szkolny, a nie ten ścienny, trudno mi więc podsumowywać, ale zobaczymy, co z tego wyjdzie Smile

Albert Einstein, a właściwie jego biografia. Obecne od zawsze zafascynowanie nauką wzbogaciło się o aspekt filozoficzny. Genewa też odcisnęła w tej sprawie swoje piętno.

Bariery. Jedne pokonane, inne niestety nie. Ale chyba nie zdarzyło się coś, czego nie można by naprawić. Oczywiście bariera językowa i komunikacja na migi.

Czas. Pędził zdecydowanie szybciej niż kiedykolwiek. Tygodnie z wydzieranymi dobie godzinami, bo tyle jeszcze trzeba zrobić, a potem już będzie za późno. Jak zwykle dużo na ostatnią chwilę.

Don Juan deMarco” to film, który teraz odbieram zupełnie inaczej niż kiedyś. Nie tylko zresztą ten, ale „Don Juana…” oglądać uwielbiam.

Elokwencja. Cecha, której nie posiadam, ale życie wymaga umiejętności rozmowy o niczym. Nabywam więc to, co u niektórych wrodzone.

Fora internetowe. Na pierwszym miejscu oczywiście Perła, ale i inne, które obserwuję, a czasem się odezwę. Dobrze, że istnieją.

G
enewa, czyli niezapomniane przeżycia związane z wyjazdem do CERNu. Piękne miasta, zachwycająca technologia i kilka nowych znajomości – to jedna z najlepszych rzeczy, jaka mi się przytrafiła.

"House, M.D." To smutne, kiedy na Twoich oczach rozpada się coś wspaniałego. Kiedy jakość serialu spada na łeb, na szyję, a fani dzielą się na dwa wrogie obozy i ulatuje gdzieś to, co kiedyś ich łączyło.

I w tej literce chciałabym zawrzeć wszystko to, co do listy nie weszło, wyleciało mi z głowy, czego nie udało się sformułować.

Już…? Czyli nagłe uświadomienie sobie, że to ostatni rok, a w maju wszystko już będzie inaczej. Obawy z tym związane.

Kabaret. Mniej koncertów w tym roku, za to pierwsza wielka impreza z głosowaniem i improwizacją. Bardziej krytycznie patrzę na to, co oglądam.

L
iteratura. Jak zwykle: mnóstwo przeczytanych książek, których wyliczyć nie sposób.

Matura… to bzdura. A jednak nie. Wszystko zmierza do ostatecznego punktu, ale może się uda. Może zdążę. Może dam radę. Na pewno.

Nie. Słowo często powtarzane, ustrzegło mnie przed kilkoma nieprzyjemnymi sytuacjami.

Osiemnaście, czyli przekroczenie magicznej granicy. Okazało się, że 20 lutego nie zmieniło się nic, a refleksje przyszły z opóźnieniem. Z kolejnymi, cudzymi, osiemnastkami.

Piraci… którzy powrócili z OST. Spoilerowanie z Aletheią, kolejne wiadomości i zdjęcia, w końcu zwiastun. Powrót nastroju, ale w nowym wydaniu. Po trzech latach wszystko jest inne.

Rodzina. Bliższa i dalsza, choć ta dalsza jakby jeszcze dalej. Grunt, że całą szóstką powitaliśmy kolejny rok.

Serce. To ono, przed rozumem, ma głos decydujący. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ale zaakceptowałam to.

To jest to. Wahań i niepewnych decyzji było mnóstwo, ale kilka razy wewnętrzny kompas nie zawiódł.

Uczucia. Świadomość, że dziwnym zbiegiem okoliczności wokół mnie tworzą się same pary i próba odnalezienia swojego miejsca w takim otoczeniu. Wyzwanie na przyszły rok.

Wspólna praca nad wielkim projektem z historii. Zgłębianie tematu, gubienie się w opcjach i szukanie inspiracji. Sukces.

Zbieg okoliczności. To niesamowite, jak dużo zależy od przypadku. Jak dużo planów może pokrzyżować.



Do skrzyni coś dorzucę i wtedy zedytuję.

Aletheia napisał:
Czasem mnie zadziwia wręcz filmowa intensywność Twojego życia...

Mnie też. Przeczytałam Twój alfabet z wielką ciekawością i jestem pod ogromnym wrażeniem. To wszystko w 365 dni?


EDIT
Oto i [link widoczny dla zalogowanych]. W niej symbol CERNu, zdjęcie z malowniczego Annecy, mój wciąż wiszący na ścianie plakat z Jackiem Sparrowem oraz stara, dobra ekipa z "House, M.D." Smile


Ostatnio zmieniony przez Marta dnia Czw 0:11, 06 Sty 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aletheia
Oficer


Dołączył: 11 Lut 2008
Posty: 4636
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: piratka

PostWysłany: Nie 21:20, 02 Sty 2011 Temat postu:

Nad wieloma rzeczami kiwnęłam, kilka podzielam...

Marta napisał:
Elokwencja. Cecha, której nie posiadam, ale życie wymaga umiejętności rozmowy o niczym. Nabywam więc to, co u niektórych wrodzone.

To bym mogła przepisać, może oprócz ostatniego zdania, bo jakoś chyba niespecjalnie nabywam... Czasem mam wrażenie, że się cofam. Confused

Marta napisał:
"House, M.D." To smutne, kiedy na Twoich oczach rozpada się coś wspaniałego. Kiedy jakość serialu spada na łeb, na szyję, a fani dzielą się na dwa wrogie obozy i ulatuje gdzieś to, co kiedyś ich łączyło.

Prawda, smutne. Nawet jeśli nie moje. [przytula]

Marta napisał:
Piraci… którzy powrócili z OST. Spoilerowanie z Aletheią, kolejne wiadomości i zdjęcia, w końcu zwiastun. Powrót nastroju, ale w nowym wydaniu. Po trzech latach wszystko jest inne.

I to prawda, inne i... tak właściwie, to dla mnie tak naprawdę chyba pierwszy raz.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu Forum CZARNA PERŁA Strona Główna -> Załoga Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1


Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB Š 2001, 2005 phpBB Group
Theme bLock created by JR9 for stylerbb.net
Regulamin